Sanatoria mają branie

O leczeniu uzdrowiskowym

Po czasowej dezorientacji, komu leczenie sanatoryjne w ramach ubezpieczenia zdrowotnego się należy i na jakich warunkach, sanatoria wróciły do łask pacjentów. Przyjeżdżającym bez zapowiedzi trudno o pokój w sanatorium nawet na zasadach komercyjnych. W renomowanych uzdrowiskach - także poza sezonem.
 
Od 1 stycznia tego roku, po 15 latach kotłowania się w sejmie różnych interesów, zgodnie z uchwaloną ustawą lecznictwo uzdrowiskowe stało się wreszcie integralną częścią systemu ochrony zdrowia, co oznacza, że ma swoje umocowanie konstytucyjne. Określone zostały zadania gmin uzdrowiskowych, co sprzyjać powinno pozyskiwaniu środków. Gminy te otrzymały prawo do pobierania opłaty uzdrowiskowej, a nie, jak do tej pory, opłaty miejscowej, zaś na realizację zadań związanych z funkcjonowaniem uzdrowiska, poczynając od 2006 roku, budżet państwa ma wypłacać tym gminom dotacje w wysokości pobranej od kuracjuszy taksy klimatycznej. Czy budżet się z tego wywiąże, i w jakim stopniu, zobaczymy pod koniec roku.
    
Na razie, mimo narzekań szefów uzdrowisk, że pomoc jest stanowczo zbyt mała w stosunku do potrzeb, sytuacja się jakoś ustabilizowała. Uzdrowiska, choć przędą cienko, a w niektórych sanatoryjna baza wymaga potężnego dokapitalizowania, odetchnęły z ulgą, że przynajmniej przez jakiś czas nie będzie decyzyjnego trzęsienia ziemi.

- Uzdrowisko uzdrowisku nierówne - mówi Elżbieta Hajdul z Gdańska, która w tym roku kurowała nogę w Ciechocinku po skomplikowanym złamaniu. - Podczas gdy Ciechocinek, choć wspaniale leczy, sprawia ponure wrażenie, bo niektóre obiekty sanatoryjne dosłownie się sypią, w Iwoniczu na przykład wszystkie są bardzo zadbane, a uzdrowisko nabrało cech dawnej świetności - mówi.

Zdaniem Zdzisława Skwarka, szefa uzdrowiskowej Solidarności, wszystko zależy od sposobu zarządzania.

- Iwonicz rzeczywiście zarządzany jest dobrze i odzyskuje swój dawny blask - potwierdza Skwarek.

Najchętniej do Krynicy

Kto najczęściej kuruje się w uzdrowiskach?

- Zdecydowanie ludzie po 65 roku życia, cierpiący na choroby przewlekłe - informuje dr Jerzy Serafin z Mazowieckiego Oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia. To właśnie ulokowany w Warszawie mazowiecki oddział załatwia w imieniu centrali wszelkie skierowania na sanatoryjne pobyty. Zatrudnia czterech balneologów, którzy komisyjnie kwalifikują pacjentów z całej Polski, ustalając kto, kiedy i dokąd ma wyjechać na kurację. Okazuje się, że większość pacjentów chciałaby do Krynicy. Renoma uzdrowiska, słynnego i modnego już przed wojną, robi swoje.

Serafin informuje, że trzy grupy schorzeń leczone są w ramach ubezpieczenia zdrowotnego w uzdrowiskach najczęściej. Aż 75 proc. skierowań dotyczy chorób reumatoidalnych, neurologicznych: niedowładów po udarach i wylewach, schorzeń kardiologicznych, pulmonologicznych i chorób przewodu pokarmowego, 2-3 proc. - chorób kobiecych, te głównie leczą w Połczynie Zdroju, Świeradowie i Dusznikach.

Ludzie do 40 roku życia rzadko korzystają z lecznictwa uzdrowiskowego, nawet jeśli z ich zdrowiem nie jest najlepiej. Tempo życia i rywalizacja w pracy sprawiają, że łatwiej im łykać proszki niż wyrwać od pracodawcy 21 dni nieprzerwanego urlopu na sanatoryjną kurację.

- A jeśli już jadą do sanatorium to leczą choroby zawodowe, np. pylicę płuc - zauważa dr Serafin. - W następnej kolejności choroby przewodu pokarmowego, narządów ruchu, gdy mają trudności w poruszaniu się, i dolegliwości po urazach mózgoczaszki.

Życie zacina się po czterdziestce

To wtedy stan zdrowia wystawia nam rachunek za zaniedbania i zabiegany tryb życia. Stres, którego nie umiemy rozładować, funduje nam wrzody żołądka i dwunastnicy czy schorzenia neurologiczne, których wymienienie zabrałoby sporo miejsca. Sanatoria mają swoich żelaznych kuracjuszy. 15 proc. finansowanych przez NFZ skierowań otrzymują ludzie, którzy regularnie raz do roku, lub co dwa lata, wyjeżdżają do sanatoriów dla podratowania zdrowia.

- W przypadku chorób przewlekłych, cukrzyc, chorób metabolicznych, skazy moczanowej czy astmy, udaje się radykalnie zmniejszyć po kuracji dawkę leków i poprawić ogólny stan zdrowia. Poprawę zgłasza ponad 90 proc. pacjentów sanatoryjnych - mówi Jerzy Pasadyn z Naczelnej Izby Lekarskiej, z zespołu ds. Uzdrowisk. Sam jest lekarzem uzdrowiskowym, leczy w Krynicy. Obserwuje np. obniżanie się poziomu cukru u chorych na cukrzycę, uspokojenie nerwicowców, którzy piją wysokozmineralizowaną wodę o bardzo korzystnych proporcjach magnezu i wapnia i odstawiają tabletki uspokajające. Chorym na żołądek dobrze robią alkaliczne wody krynickie, a anemicy mają dostarczane w wodzie żelazo dwuwartościowe, które bardzo dobrze się wchłania w przeciwieństwie do tabletek. Lekarze uzdrowiskowi twierdzą, że leczenie farmakologiczne powinno się odbywać w stanach ostrych, natomiast generalnie chodzi o to, by człowiek łykał jak najmniej leków. Mało tego - chodzi o to, żeby nastąpiło zmniejszenie konsumpcji leków, które pochłaniają 40 proc. środków z budżetu NFZ. W sanatorium uruchamiane są mechanizmy samonaprawcze w organizmie człowieka. Stąd wojna koncernów farmaceutycznych z lecznictwem uzdrowiskowym i próby przekabacania, szczególnie młodych lekarzy, na farmaceutyczną modłę. Stąd artykuły w rodzaju "Kłamstwo sanatoryjne" i próby wmówienia decydentom, że lekarze uzdrowiskowi to szarlatani, a za leczenie sanatoryjne pacjenci powinni płacić sami. Na szczęście minister Religia zapytany wprost, co sądzi o takich opiniach, odpowiedział na spotkaniu z Solidarnością, że uważa lecznictwo sanatoryjne za pełnowartościowe i nie zamierza niczego w zasadach zmieniać.

Dzieci tylko do Rabki

U dzieci w sanatoriach leczy się różnego typu alergie, astmy, schorzenia kardiologiczne (często po leczeniu operacyjnym wrodzonych wad serca), cukrzycę. Sporo małych pacjentów przebywa w sanatoriach z powodu chorób narządu ruchu. - W ciągu ostatnich trzech lat liczba skierowań dla dzieci spadła o 20-30 proc. - mówi dr Serafin.

Rosną wymagania rodziców, co do jakości usług leczniczych. Chcą, by dziecko wysłać do nowego obiektu, pytają o szkołę, psychologa, możliwość całodniowego kontaktu z dzieckiem. Często nadopiekuńczość rodziców sprawia trudności personelowi, bowiem nie sposób wyrwać z ich objęć dziecka na żmudną rehabilitację czy inne zabiegi. Czy tak znaczny spadek skierowań dzieci do sanatoriów wynika z zaniedbań rodziców? Nikt tego nie wie. Na pewno sprawa jest warta zbadania. Część rodziców wyjeżdża z dzieckiem na leczenie do uzdrowiska prywatnie i nie podlega to statystyce NFZ. Większość rodziców, starając się o skierowanie, chce, aby dziecko wyjechało koniecznie do Rabki i tylko do Rabki. A przecież w leczeniu chorób wieku dziecięcego wyspecjalizowały się również takie uzdrowiska jak Rymanów Zdrój, Szczawno Zdrój, Szczawnica, Kudowa i Ciechocinek.

Przypadłością, którą zaczyna się leczyć u coraz większej liczby dzieci, jest otyłość. Wraz z nadwagą przychodzi cukrzyca. W leczeniu cukrzycy u dzieci wyspecjalizowały się Kudowa i Ciechocinek. Jednak choroba ta (w zależności od jej typu) wiąże się nie tylko z nadwagą. Bywa też uwarunkowana genetycznie. Pediatrzy zauważyli też, że wzrost zachorowań na cukrzycę o podłożu genetycznym ma związek z coraz późniejszym wiekiem ciężarnych kobiet, które odkładają na lepsze czasy decyzję o macierzyństwie.

Do wód, do wód!

Na leczenie do wód jeździło się od wieków. W Lądku Zdroju przebywali na kuracjach: car Aleksander I wraz z dworem, król Pruski Fryderyk Wielki III, a w roku 1800 J. Quincy Adams, późniejszy prezydent Stanów Zjednoczonych. Do Nałęczowa namiętnie jeździł Bolesław Prus, z tym miejscem związał się też na jakiś czas Stefan Żeromski. Adam Asnyk jeździł do Szczawnicy podobnie jak Henryk Sienkiewicz. Festiwale Chopinowskie w Dusznikach są też pamiątką po tym, jak Fryderyk Chopin przebywał tu na kuracji wraz z rodzicami. Demokratyzacja uzdrowisk zaczęła się w okresie międzywojennym, gdy państwo uznało kilka z nich za dobra narodowe. Swoje złote lata sanatoria przeżywały za czasów PRL, kiedy to część ludzi traktowała je jak domy wczasowe, wyjeżdżając nie po to, by się leczyć, lecz by za darmo spędzić urlop. Rzeczywistość się zmieniła, również ekonomiczna. Odkąd zaczęto liczyć pieniądze w systemie ochrony zdrowia kuracjusze do pobytu w sanatorium muszą dopłacać za koszty hotelowe i żywienie. Nie są to opłaty wysokie, od 8,70 do 19 zł za dobę. W dodatku Narodowy Fundusz Zdrowia płaci za leczenie tylko jednego schorzenia wypisanego przez lekarza na skierowaniu. Starsi ludzie chorują na ogół na więcej chorób toteż często podczas pobytu w uzdrowisku wykupują dodatkowe zabiegi.

Sanatoria negocjują z NFZ kontrakty na świadczenia zdrowotne, ale tak naprawdę utrzymują jako taką kondycję dzięki pacjentom komercyjnym. W walce o nich staczają odważną walkę z ośrodkami SPA, które swoją ofertę skierowały do bogatej klienteli, oferując oprócz odnowy biologicznej zabiegi kosmetyczne, a nawet operacje plastyczne. Niektóre sanatoria starają się owym SPA dorównać kroku, wzbogacając możliwości regeneracji organizmu. Z pomocą przyszli też zagraniczni kuracjusze. Niemcy szturmują polskie uzdrowiska nie tylko w Kotlinie Kłodzkiej, ale w Ciechocinku i w kurortach nadmorskich, nie mogąc nachwalić się jakości naszych usług. Tym bardziej że niemieckie kasy chorych refundują im koszty.

Na miejsce w sanatorium polski kuracjusz musi czekać średnio około 10 miesięcy. Jednak np. Zachodniopomorski Oddział NFZ przygotował ofertę last minute. W czasie martwego sezonu, gdy na sanatoria nie ma już boomu, można zadzwonić do Funduszu i pojechać niemal od razu, jeśli jest tylko wolne miejsce. To przejaw zmian, jakie zachodzą w zarządzaniu sanatoriami. Zmian, które być może odłożą w czasie następną dyskusję, czy sanatoria powinno się prywatyzować. Na razie Ministerstwo Skarbu rzuciło do kosultacji społecznej pomysł, żeby zarządzanie uzdrowiskami łączyć.

- To już przerabialiśmy - komentuje Zdzisław Skwarek z uzdrowiskowej "S". - Chcemy poznać szczegóły, na jakich zasadach.

Copyright © 2001-2024 by POINT GROUP Marek Gabański Wszelkie prawa zastrzeżone.